Poniedziałek… Poniedziałek…

Poniedziałek. Znienawidzony poniedziałek. Znowu praca, znowu cały tydzień (roboczy!) to samo, znowu głowa boli. Nic się nie chce, tym bardziej po ledwo przespanej nocy. Poniedziałek to idealny dzień do marudzenia.

Jest to też kolejny dzień z nim, facetem zwanym mężem. Jeszcze trochę i stuknie 8 lat po ślubie. Jak ja to wytrzymałam?! Mój mąż jest bardzo skomplikowanym przypadkiem. Lubi kobiety. Wręcz kocha. Tylko one go nie za bardzo… Szkoda, że nie docenia tej jednej która go tak chce i kocha od 10 lat. Cóż…. tak to jest jak ma się za dużo w dupeczce ;) Ostatnio miał etap „zakochania” w jakiejś smarkuli bo młoda, bo szczupła, bo (powiedzmy!) ładna. A ja taki wesoły pulpecik z afrykańskim tyłem. W sumie nie ma się co dziwić, że chciał posmakować czegoś innego ale tak się nie robi. Powiedziałam „zostaw nas i idź do innej. My sobie poradzimy”. Siedzi dalej. Wiem… pomyślicie „i co ona jeszcze z nim robi?! Dawno bym kopnęła w 4 litery i za drzwi!” ale to nie takie proste jak kobieta kocha prawdziwie.

Mówi, że kocha… Hmm… i weź mu uwierz jak w między czasie parę razy był już „zakochany”. Chociaż teraz twierdzi, że spotkał swój ideał. Co w takim razie robi dalej ze mną?! Odczepić się nie chce! Marzyły mu się dwie naraz ha! Ot taki lowelas. Pomyślał by kto… Lowelas jak z koziej dupy trąba! Tyle powiem…

Kiedyś będzie w końcu żałował i płakał jeszcze. Chociaż nie życzę mu tego ale mam takie przeczucie. A ja… będę szczęśliwa! Sama czy z kimś ale szczęśliwa bo z dziećmi :)

Także witam w moim dość zwariowanym świecie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>